Nie chciałam łączyć postu o Grzesi z tym co na moim moim blogu jest swego rodzaju codziennością. Nie chciałam łączyć smutku jakim była tragedia tej kotki z radością z powodu ukończenia kolejnej pracy. Dlatego dziś posty dwa: poranny i wieczorny.
Tym razem o igielniku, kwiatach i szczęśliwym kocie.
Może zacznę od kwiatów, wcześniej pokazywałam te z ogródka w Pomianowie, a dziś chciałam Wam pokazać, że i te miejskie ogródki potrafią być bardzo piękne.
Poniższe zdjęcia zostały zrobione na ogródku mamy mojego męża, która kwiaty kocha tak bardzo, że powinna być z zawodu ogrodniczką :)
Wiosna zawitała też do naszego domu i ślicznie się prezentuje na stole w olkuszowym dzbanku :)
W tle można też zobaczyć ukrywającą się Kostkę. Chociaż całkiem możliwe, że nie o ukrywanie się chodziło, a o mięciutki kocyk, który zapomniałam do szafy schować ;)
i jeszcze jedno zdjęcie mojej dumnej damy
Po roku w końcu zaczęła akceptować Tymka i już nie boi się być z nim w pokoju, a nawet czasem, gdy Tymcio zaśnie mi na rękach, to przychodzi do nas i kładzie się w jego nóżkach :)
I w końcu dochodzimy do mojej ostatniej pracy, a jest nią igielnik i to nie szydełkowy, a haftowany. Bardzo długo nie haftowałam i pewnie nie jest on doskonały, ale mi się bardzo podoba. A ponieważ moja mama tu nie zagląda, mogę Wam zdradzić, że jest to prezent dla niej na Dzień Matki :) taki mały drobiazg, ale jakże przydatny na co dzień
Igielnik został wyhaftowany na zwykłym płótnie, kordonkiem z Ariadny.
Potrzebna mi była jakaś odskocznia od szydełka.
A za tydzień też igielnik, ale zupełnie inny :)
No i właśnie, z powodu wielkiej ruchliwości mojego dziecięcia, wpisy na blogu będą pojawiać się na razie tak raz w tygodniu. Najczęściej w poniedziałki, bo wtedy mam najwięcej czasu dla siebie.
Pozdrawiam Was serdecznie i za każdy komentarz bardzo dziękuję :)